Inne Produktywność

Czy warto przejmować się krytyką? – cz. 1

25 stycznia, 2022

Co by było gdyby wielcy artyści brali do siebie wszystkie krytyczne słowa?

Pewnie znaczna część przestałaby tworzyć w poczuciu rezygnacji. Inni byliby powtarzalni i chcieliby ciągle naśladować jak kalka to, co sprawdzone, co miało pozytywny odbiór. Nie byłoby przewrotów w sztuce, a zamiast poszczególnych epok i kierunków w tworzeniu mielibyśmy jeden: przeciętjonizm.

Brzmi jak straszna nuda? No raczej!

Jak zatem zaprzyjaźnić się z krytyką, a przynajmniej ją zaakceptować? Czy głosy krytyki oznaczają dla artysty porażkę? Nad tymi pytaniami chcę się razem z Tobą zastanowić w dzisiejszym artykule. Zapraszam!

Krytyka = porażka ?

Nie tylko artyści, ale generalnie ludzie jakiekolwiek niepowodzenia kojarzą z czymś złym. Od dziecka wpajano nam, że jeśli coś nam nie wyszło, to znaczy, że za słabo się postaraliśmy. Nie przygotowaliśmy się jak trzeba. Nie nauczyliśmy. Albo, co gorsza, jesteśmy niewystarczająco utalentowani, za mało inteligentni! I z takim przekonaniem wchodzimy później w dorosłość. Że porażka to zło i trzeba się jej wstydzić.

A głosy krytyki bardzo często kojarzą się nam właśnie z porażką. Ktoś skrytykował naszą pracę, a więc na pewno można było coś zrobić lepiej. To często nasza naturalna reakcja, głęboko w nas zakorzeniona. Zmieniając nieco nasze podejście do krytyki i niepowodzenia (choć absolutnie jedno z drugim nie jest to równoznaczne i postaram się Ci to udowodnić), możemy obrócić je na naszą korzyść. Potraktować jako lekcję i szansę rozwoju. Porażki mogą być cennym bagażem. A krytyka? No właśnie, krytykę też możemy wykorzystać na swoją korzyść. I możemy ją też zwyczajnie i z czystym sumieniem… olać.

Niezgodność krytyków miedzy sobą dowodzi zgodności artysty z sobą.

Oscar Wilde, „Portret Doriana Graya”

Ile ludzi tyle gustów

Zwróć uwagę, że często głosy krytyki są ze sobą sprzeczne. Zbyt nowocześnie, za mało nowocześnie. Za jasne, za ciemne. Za dużo, za mało. Najczęściej –  a już zwłaszcza gdy rozmawiamy o sztuce – jest to kwestia gustu. I jeśli bijesz się z myślami kogo w takim razie słuchać, to jest tylko jedna dobra odpowiedz: słuchaj siebie. Nie jesteś w stanie dogodzić wszystkim i nie musisz nawet próbować. Świetnie zobrazowała to Agata Dutkowska z Latającej Szkoły. Podała ona jako przykład… koszulę nocną. Teoretycznie możesz znaleźć taką, która zadowoli zarówno Twoją babcię jak i partnera. Tylko że żadne z nich nie padnie na jej widok z zachwytu.

Warto więc mieć w sobie to przekonanie, że my wszyscy, jako ludzie nie musimy się ze sobą zgadzać. Możemy mieć różne zdanie i inny gust. Tworząc swoje prace, wyrażasz przede wszystkim siebie. Swoje emocje, wspomnienia, poglądy. Swoje, a nie żony, mamy, kolegi, profesora czy sąsiadki.

Ty tu rządzisz

Dobre rady są cenne. Ale to Ty je przesiewasz i wybierasz to, co uważasz za słuszne.

W znanej wytwórni Pixar (pionierzy animacji komputerowej, twórcy np. kultowego Toy Story, Gdzie jest Nemo) ustalona jest konkretna kultura pracy nad filmem. Całą koncepcję i opowiadaną historię tworzy reżyser. Nie zawsze najbardziej doświadczony. To on czuwa nad całością obrazu i odpowiada za przebieg akcji w filmie. Następnie efekty jego pracy ocenia tak zwany Zespół Mózgowców, czyli sztab najbardziej doświadczonych twórców wytwórni. Oglądają oni poszczególne wersje filmu i wskazują co jest nie tak, co należy poprawić. ALE! Po pierwsze, nie dają konkretnej odpowiedzi JAK to zrobić. To wciąż zadanie reżysera czyli głównego artysty. To on myśli nad tym, co będzie się podobać odbiorcom, ale będzie też zgodne z jego wizją. Po drugie, reżyser nie musi brać wszystkiego pod uwagę. Liczy się z doświadczeniem starszych kolegów z branży, ale mimo wszystko ma wolność w tworzeniu.

Według mnie to dobry wzór, bo idzie za tym ciągły rozwój artysty. Jeśli czujesz, że ktoś kto krytykuje ma rację, przeanalizuj dokładnie w jakich aspektach się z nim zgadzasz, a w jakich zupełnie nie. I co możesz poprawić. Zawsze pamiętaj, że to Ty jesteś autorem. Jeśli jesteś pewien swojego dzieła to nie daj sobie wmówić, że coś jest nie tak.

Jak zatem korzystać z krytyki?

1. Dociekaj

Często jest też tak, że nasz krytykant słusznie zwraca na coś uwagę, ale kompletnie nie umie tego nazwać. Słuchając jego uwag, jeśli masz opcję, drąż temat. Zadawaj pytania. Dlaczego tak sądzi? Dlaczego według niego powinieneś to zmienić? Jak odbiera dany aspekt? Czy ta konkretna zmiana wniesie coś nowego? Drążąc w ten sposób zmuszasz swojego rozmówce, żeby sięgnął głębiej i znalazł argumenty na swoją opinię. Dzięki temu możesz poznać schemat myślenia tej osoby i stwierdzić czy ma rację. Czasem dopiero po zadaniu po raz trzeci pytania „No ok, ale dlaczego?” usłyszysz konkretną i faktycznie pomocną uwagę, a nie powierzchowną opinię. Zyskujesz bardziej konkretne informacje. W ten sposób albo w Twojej głowie zapali się jakaś konkretna lampa i wpadniesz na fajne rozwiązanie, albo stwierdzisz, że tok rozumowania tej osoby nie ma żadnego sensu. I będziesz mieć pewność, że akurat ta krytyka nie ma dla Ciebie większego znaczenia.

2. Odróżniaj konstruktywną krytykę od destruktywnej

Niestety krytyka bardzo często wynika z zazdrości, niezrozumienia tematu, niewystarczającego przyjrzenia się dziełu, powierzchownemu zapoznaniu się z nim. Czasem trudno rozpoznać, co jest czym. Pomyśl, kim jest osoba, która krytykuje. Może zawsze krytykuje wszystko dookoła? Często najwięcej krytykują ci, którzy sami niewiele robią.

3. Pytaj odpowiednie osoby

Zbierając feedback, warto pytać o opinię także osoby spoza najbliższego kręgu znajomych. Wiadomo, że babcia będzie pękać z dumy nawet, jeśli narysujesz przewróconą trójkę i powiesz, że to lecąca mewa. Znajomi często nie chcą nam robić przykrości, nie zawsze odpowiadają szczerze.

4. Reaguj w odpowiedni sposób

Jeśli Twój znajomy jest na tyle odważny, żeby coś skrytykować, doceń to. Jego pomoc w przyszłości bardzo mocno zależy od Twojej reakcji. Jeśli się wkurzysz i zareagujesz nerwowo to raczej nie będzie chciał w przyszłości wchodzić z Tobą w polemiką. Prawdopodobnie biernie pokiwa głową z aprobatą, żeby mieć święty spokój.

5. Pamiętaj, że krytyka dotyczy Twojego dzieła, a nie Twojej osoby

My artyści bardzo mocno utożsamiamy się ze swoją sztuką. Jest to całkowicie normalne i pożądane. W końcu ukazujemy w niej cząstkę siebie. Ale powinniśmy pamiętać, że gdy ktoś krytykuje jakiś element naszej pracy, to krytykuje właśnie ten element. A nie całą pracę. I tym bardziej nie jej autora. Nie Ciebie jako osobę. Jeśli ktoś mówi, że ta linia jest krzywa to oznacza, że według niego ta linia jest krzywa. A nie, że ten obraz jest do kitu, a Ty nie umiesz malować i lepiej poszukaj innej pracy.

Nie jest łatwo odciąć się od swojej pracy, ale warto spróbować. Wypuszczając gotowe dzieło, traktuj je jak osobny byt a nie cząstkę siebie. I pogódź się z tym, że jednym będzie się podobać, a innym nie.

Podsumowanie

Mam nadzieję, że tym wpisem nieco zmieniłam Twoje podejście do krytyki. A przynajmniej skłoniłam Cię, żeby przyjrzeć się swoim reakcjom. Jako artyści jesteśmy niejako skazani na krytykę. To chyba nieodłączny element tego zawodu. Nie jesteśmy w stanie przed nią uciec, ale możemy nauczyć się mądrze i wybiórczo z niej czerpać. Nie warto traktować krytyki jako zła koniecznego czy jako wroga, lecz jako narzędzie, które ma nam pomóc w rozwoju.

Pamiętaj też, że wielkie dzieła wielkich artystów bardzo często były pierwotnie niedoceniane przez środowisko branżowe, krytyków i odbiorców. Pierwszy bestseller Stephena Kinga – „Carrie” – odrzuciło kilkanaście wydawnictw. Podobnie słynnego „Harrego Pottera” J.K. Rowling. Premiera „Cyganerii” Pucciniego spotkała się z negatywnym odbiorem. Pierwszy album Led Zeppelin też był chłodno przyjęty. Można by tak wymieniać w nieskończoność. Dlatego najważniejsza jest tu zgodność Twojej sztuki z Twoimi wartościami i pewność, że to co robisz, jest dobre.

Masz jakieś swoje przemyślenia po tym tekście? Jak to jest z przyjmowaniem krytyki u Ciebie? Podziel się w komentarzu.

Sprawdź także

Brak komentarzy

Skomentuj