Inne

Czy warto przejmować się krytyką? – cz. 2

29 stycznia, 2022

Chyba nie znam artysty, który obojętnie traktuje moment pokazania swojego dzieła światu. Niezależnie, czy to efekt krótkiego nagłego przypływu natchnienia czy też miesięcy dopracowywania szczegółów. Chwila, w której prezentujemy nasze „dziecko” to zawsze mieszanka emocji i to często sprzecznych. Euforia z niepewnością. Poczucie spełnienia, czasem ulga i często dudniące w głowie pytanie „co na to odbiorcy/publiczność/krytycy/środowisko?”. I z reguły jest tak, że jeśli na tysiąc zachwytów pojawi się jedno ALE, to właśnie ono pochłania nas najbardziej. Nie lubimy krytyki, boimy się jej, unikamy jak ognia. Tylko czy słusznie?

Dzisiejszy artykuł jest kontynuacją moich wcześniejszych rozważań na temat krytyki. Jeśli nie czytałeś części pierwszej, zajrzyj tutaj: KLIK.

Najgorszy krytyk to ja

Niestety najczęściej największym krytykiem swoich prac jesteśmy my sami. Podkopujemy swoje pomysły i obniżamy własną wartość. To chyba jedna z większych przeszkód, jaka stoi przed artystami – autokrytyka. Przez nią część wspaniałych dzieł nigdy nie ujrzy światła dziennego. Przez nią zaniżamy swoje stawki. Zgadzamy się na słabsze warunki pracy.

Samokrytyce poświęciłam osobny wpis. Znajdziesz go tu: Syndrom oszusta. Dowiesz się w nim, jak radzić sobie z tym denerwującym i beznadziejnym doradcą.

Żeby sięgnąć po to, czego chcesz od życia, musisz uciszyć swoich krytyków, zaczynając od tego największego – siebie samego.

Regina Brett, „Bóg zawsze znajdzie Ci pracę”

Krytyka w Internecie

W badaniu dotyczącym m.in. promocji twórczości, zapytałam artystów o pokazywanie swojego portfolio w Internecie. Tych, którzy tego nie robią, spytałam o powód. Drugą najczęściej wybieraną odpowiedzią, zaraz po braku umiejętności technicznych, była właśnie obawa przed krytyką. Jest to też związane z poprzednim akapitem. To nasz wewnętrzny krytyk mówi nam, że lepiej nie ryzykować. A nie ma racji. Prawda jest taka, że to właśnie krytyką w Internecie powinniśmy się przejmować najmniej.

Krytyka w Internecie to głównie tzw. hejt. Jest to rodzaj krytyki podszytej złośliwością, niczym nieuzasadnionej. W Internecie ludzie chowają się za swoimi pseudonimami, myśląc że są anonimowi. Dużo łatwiej przychodzi im pisanie rzeczy, których w prawdziwym życiu nie umieliby powiedzieć w twarz. Piszą komentarz, naciskają enter i zapominają o całej sprawie. Albo wręcz czekają, aż zapłonie miejsce, w którym podłożyli ogień.

Jak traktować hejtera?

Przede wszystkim trzeba zrozumieć kim są hejterzy. To zwykle sfrustrowani ludzie, pełni kompleksów i poczucia żalu. Często są to osoby, które doświadczyły poniżenia, ich poczucie własnej wartości zostało zrównane zeru. Czują się gorsi i szukają możliwości dowartościowania samych siebie poprzez ranienie innych. Z przyjemnością krytykują więc, nie przebierając w słowach. Chcą przynajmniej przez chwilę poczuć się lepsi i rzeczywiście wydaje im się, że tacy są, skoro zauważają niedoskonałości w innych.

Nie warto wdawać się w dyskusje z hejterami. Niewielkie są szanse, że po Twoich argumentach przyznają Ci rację. Im nie chodzi o wzajemną wymianę poglądów, tylko o to, żeby wpędzić Cię w kompleksy, bezradność, zły humor czy zniechęcenie do tworzenia. Najlepiej ich po prostu IGNOROWAĆ. A zwłaszcza, jeśli już od pierwszych zdań płynie potok przekleństw lub słownej agresji.

Nie warto też absolutnie brać do siebie typowo hejterskich komentarzy. Ich jakość świadczy o poziomie osób, które je piszą. Naprawdę chciałbyś, żeby tacy ludzie mieli wpływ na Twoją twórczość albo na Twoje samopoczucie?

Zignorowanie ich będzie najlepszą możliwą karą.  

Czy krytykujący miewa rację?

No właśnie, ciągle mówię o tym, żeby nie przejmować się krytyką. A czy są sytuacje, w których to krytykujący ma rację?

Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja, jeśli tworzysz coś na czyjeś zlecenie. Jeśli projektujesz coś dla kogoś, musisz przeważnie dostosować się do jego wymagań. Szczególnie, jeśli Ci za to płaci. Wszystko zależy od tego, jaki macie układ, na co się umówiliście. Możesz zawsze sugerować, co według Ciebie jest słuszne, ale nie zawsze możesz narzucić swoją wizję. Ewentualnie, jeśli coś jest wg Ciebie na maksa bez sensu. to możesz przedstawić dwie wersje i pozwolić swojemu zleceniodawcy wybrać. O ile jesteś gotów poświęcić własny czas i przyjąć z godnością, jeśli klient będzie obstawać przy swojej wersji.

Podobnie, jeśli tworzysz sztukę użytkową, np. biżuterię. Warto wtedy pytać odbiorców o ich zdanie, o to którą wersję wolą lub o jakieś konkretne cechy funkcjonalności danego dzieła/produktu.

Czasem jest też tak, że skupiamy swoją uwagę na jakimś elemencie, a przez to jakiś inny pozostaje kompletnie niezrozumiały. Jeśli zależy Ci na tym, żeby odbiorcy wyciągnęli z Twojego dzieła konkretny komunikat, warto zebrać feedback. Dowiedzieć się, czy bez problemu go odczytują. Jeśli u kilku osób potwierdzisz, że przekaz jest niejasny, to prawdopodobnie większe grono odbiorców zareaguje podobnie. To jest dla Ciebie cenna informacja i wartościowa krytyka.

Podsumowanie

Krytyka wymaga od twórców mądrości. Nie jest przyjemnie być krytykowanym, zwłaszcza jeśli tkwi w tym ziarnko prawdy. Jednak artysta, nie chcąc wystawiać się na krytykę, musiałby tworzyć jedynie do szuflady, a przecież nie o to nam chodzi. Ważne, żeby umieć korzystać z krytyki wybiórczo i pamiętać, że to Twoje zdanie – zdanie twórcy – jest najważniejsze.

Nawet w sytuacjach, gdy tworzysz coś na zlecenie, warto podjąć trud i spróbować przekonać klienta do tego, co Twoim zdaniem jest lepsze. W końcu to Ty występujesz tu w roli eksperta w swojej dziedzinie.

Jestem ciekawa jakie są Twoje doświadczenia z krytyką? Udaje Ci się zachować dystans czy raczej trudno Ci się nie przejmować? Napisz w komentarzu.

Sprawdź także

Brak komentarzy

Skomentuj